Spór o przyszłość rynku aptek. O co toczy się gra?

Dodano:
Apteka, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Unsplash
W miniony weekend polski X ponownie zapłonął. Powód? Kolejna awantura w Sejmie. Tym razem jednak nie chodziło o politykę zagraniczną, a o nasze zdrowie.

Kilka dni temu w Sejmie, podczas prac parlamentarnego zespołu ds. regulacji rynku aptecznego i produktów leczniczych starli się ze sobą posłowie Jerzy Meysztowicz z KO i Janusz Cieszyński z PiS, co rozgrzało media. Pierwszy proponował zmiany w kierunku zasugerowanym wcześniej przez Czarnka, zaś Cieszyński sugerował, że odejście od AdA 2.0 to wynik lobbingu. Ten sam lobbing zarzucają także przeciwnicy AdA 2.0., którzy upatrują w jej wprowadzeniu interesów dużej toruńskiej hurtowni leków, do której programów partnerskich należy więcej aptek, niż posiadają wszystkie sieci franczyzowe razem wzięte. Hurtownia jednak zaprzecza, by lobbowała wcześniej za AdA 2.0, chociaż jej przeciwnicy sugerowali, że to ona wzbogaciła się najbardziej na znowelizowanych w 2023 roku przepisach.

W efekcie wszystkim umknął fakt, że projekt zmian powstał na wyraźną prośbę samych posłów. Przygotowały go organizacje obecne w pracach zespołu od miesięcy: Pracodawcy RP, Konfederacja Lewiatan oraz Związek Aptek Franczyzowych. Innymi słowy, nie była to "inicjatywa lobbystów", lecz efekt trwającego od roku procesu konsultacji.

Dwie wizje rynku

Spór o apteki w Polsce nie jest nowy. To starcie dwóch zupełnie różnych wizji rynku. Z jednej strony stoi Naczelna Izba Aptekarska, broniąca obecnych regulacji, czemu trudno się dziwić, bo to właśnie ona była jednym z głównych architektów ostatnich zmian, w tym budzącej emocke „Apteki dla Aptekarza 2.0”. Po drugiej stronie są natomiast właściciele aptek – często farmaceuci, ale prowadzący nieco większe biznesy niż dopuszczalne cztery placówki.

Źródła sporu sięgają 2017 roku, kiedy wprowadzono przepisy znane jako „Apteka dla Aptekarza”. Ograniczyły one możliwość prowadzenia aptek wyłącznie do farmaceutów oraz wprowadziły sztywne kryteria demograficzne i odległościowe. Efekt? Rynek został znacząco ograniczony, a rozwój nowych placówek okazał się mocno utrudniony.

Z kolei we wrześniu 2023 roku weszły przepisy AdA 2.0, które miały doprecyzować regulację "Apteka dla Aptekarza" z 2017 roku. Odtąd przepisy uniemożliwiły przejmowanie kontroli nad podmiotami prowadzącymi apteki przez osoby niebędące farmaceutami (lub spółki niebędące spółkami farmaceutów). Zgodnie z nowymi zasadami, niedozwolone zostało nabywanie aptek, jeśli w rezultacie podmiot (lub grupa kapitałowa) posiadałby więcej niż cztery apteki. Warto dodać, że we wrześniu 2024 r. Trybunał Konstytucyjny, któremu przewodniczyła wówczas Julia Przyłębska orzekł, że nowelizacja ta została wprowadzona niezgodnie z Konstytucją, ponieważ naruszono tryb ustawodawczy.

Zanim jednak do tego doszło, przeciwnicy AdA 2.0 przestrzegali, że na nowych przepisach stracą głównie małe polskie sieci aptek, sama ilość aptek będzie niewystarczająca, zaś z powodu braku konkurencji ceny leków wywindują w górę. Czy tak się stało? Okazuje się, że ostatnich latach zniknęło tysiące aptek w całej Polsce. Obecnie około 530 gmin w Polsce nie ma ani jednej apteki na swoim terenie. Ponadto, ceny leków podrożały, a ich dostępność spadła. Zmiany odbyły się jednak pod pretekstem walki z zagranicznymi sieciami. Tyle, że straciły na tym głównie apteki… polskie.

Profetyczne okazały się także zapowiedzi skutków AdA 2.0 co do cen i dostępności leków. – Coraz częściej docierały do nas głosy pacjentów, którzy krytykują znaczne różnice w cenach leków oraz sygnalizują problemy z dostępnością leków w aptekach. Najgorsza jest sytuacja w małych miastach oraz na wsi, tam leki są najdroższe i coraz rzadziej dostępne od ręki. Forum Konsumentów postanowiło zbadać tę sytuację, a wnioski przekaże do kluczowych instytucji – mówił dr Tomasz Sińczak, prezes Forum Konsumentów.

Sejmowy chaos zamiast debaty

W teorii powołany w 2025 roku zespół parlamentarny miał wypracować kompromis. W praktyce jednak od początku był areną sporu. Kiedy wreszcie pojawiły się konkretne propozycje zmian, przygotowane na prośbę posłów, zamiast dyskusji wybuchła polityczna awantura. Co więcej, część środowiska – przede wszystkim Naczelna Izba Aptekarska – domagała się odrzucenia projektu w całości.

Propozycje zakładały m.in.: utrzymanie obecnych ograniczeń przy zakładaniu nowych aptek, dopuszczenie bardziej elastycznych form prawnych (np. spółek z o.o.), zniesienie limitu czterech aptek na właściciela, złagodzenie najbardziej restrykcyjnych zapisów z 2023 roku oraz wprowadzenie ułatwień dla aptek w mniejszych miejscowościach. Autorom chodziło więc o próbę „odmrożenia” rynku bez jego całkowitej liberalizacji.

Projekt ten został jednak mocno skrytykowany przez Janusza Cieszyńskiego z PiS, który zarzucił Meysztowiczowi działanie na usługach lobbystów. – To, kto przygotował dany tekst prawny pozwala też zidentyfikować bardzo często w czyim interesie ten tekst prawny powstał. (…) Jest to kolejna odsłona tego sporu pomiędzy środowiskiem aptek sieciowych i środowiskiem zrzeszonym na dzisiaj wokół izby aptekarskiej. Widać, że ten projekt realizuje interesy tylko jednej ze stron – mówił Janusz Cieszyński sugerując dodatkowo, że z metadanych projektu Meysztowicza wynika, iż był on współprzygotowany przez kancelarię adwokacką pracującą dla jednej z sieci aptek.

Brak decyzji to też decyzja

Obecny pat paraliżuje rynek. Co ciekawe, spór o przyszłość rynku aptek w Polsce nie wpisuje się w prosty podział na KO i PiS. W obu obozach politycznych widać wyraźne pęknięcia w ocenie obowiązujących przepisów. Przykładowo prof. Przemysław Czarnek, wskazany na przyszłego premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, jeszcze pod koniec 2025 roku złożył interpelację sugerującą konieczność zniesienia zapisów „Apteka dla Aptekarza 2.0”. Tym samym polityk de facto skrytykował ustawę przygotowaną przez jego własne środowisko.

„Regulacje te doprowadziły do drastycznego spadku liczby aptek w Polsce – o ponad 2200 w latach 2017–2025, w tym do całkowitego braku aptek w ponad 500 gminach. Szacuje się, że około 3 mln obywateli pozbawionych jest dostępu do apteki w miejscu zamieszkania. Co więcej, utrzymywanie w mocy niekonstytucyjnych przepisów generuje poważne ryzyko roszczeń odszkodowawczych wobec Skarbu Państwa, których skala – według dostępnych analiz – może sięgać od 11 do 15 miliardów złotych" – pisał w swojej interpelacji Przemysław Czarnek.

W podobnym duchu wypowiadała się również była minister zdrowia Izabela Leszczyna, która w wywiadzie dla Wirtualnej Polski powiedziała, że Apteka dla Aptekarza 2.0 powinna zostać cofnięta, a sposób jej wprowadzenia był wadliwy, zaś skutki są opłakane, a do tego AdA 2.0 ogranicza przedsiębiorczość i naraża Polskę na konflikty międzynarodowe.

Zdaniem b. szefowej resortu zdrowia limit czterech aptek na jeden podmiot jest ograniczaniem przedsiębiorczości. – Nie mówię, że rynek apteczny powinien być całkowicie otwarty i powinna na nim panować wolna amerykanka. Jakieś państwowe ograniczenia są dopuszczalne. Ale nie podoba mi się limit określający, że jeden podmiot może założyć maksymalnie cztery apteki. To ogranicza polską przedsiębiorczość. Nie podoba mi się, że drastycznie ograniczono prawo własności i dziś uczciwie działający przedsiębiorca miałby kłopot z przeniesieniem swojej apteki z jednej strony ulicy na drugą – dodała Leszczyna.

Źródło: DoRzeczy.pl
Polecamy
Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...